Moim zdaniem, dopóki nie nabierzemy nawyku rozmowy, to nie będzie ani dialogu
obywatelskiego ani debaty publicznej. Idzie o zmianę postaw. Siadamy do stołu,
co oczywiste, jak jest pożar, i wtedy przeważnie się kłócimy. A partycypacja
to przecież coś więcej niż seria interwencji.
Sektor nie rozmawia ze sobą, więc trudno żeby efektywnie rozmawiał z innymi
sektorami. Chlubimy się różnorodnością, ale nie potrafimy jej obronić na
zewnątrz, bo nie pochodzi ona z dyskusji, w której ujawniają się różnice,
tylko z tego, że każdy na codzień siedzi we własnym okopie (nie mylić z ofopem
:). Nie mamy nawyku tłumaczenia naszych decyzji i poglądów innym --
organizacjom i obywatelom. To tylko jeden, najbardziej wewnętrzny objaw.
Czy instytucjonalizacja pomoże? Jeśli nie zmieni się nastawienie do debaty, to
moim zdaniem nie. Sformalizuje i usztywni to, co raczkuje w atmosferze
nieufności do intencji i kompetencji adwersarzy.
No to pomarudziłam :) Co tu zrobić, żeby rozwijać dialog obywatelski? Trzeba
rozmawiać.